Higiena intymna w ciąży

O tym jak ważna jest higiena intymna (nie tylko w ciąży) nie trzeba nikogo przekonywać. Nie mam na myśli tylko regularnego mycia się, ale również zapobieganie infekcjom – podobno bardzo częstym w ciąży (o czym na szczęście wiem tylko z opowieści).

W pierwszym trymestrze byłam częstym gościem w toalecie – nie tyle z powodu „parcia na pęcherz” (jako jednego z popularnych objawów ciąży), co następstw rewolucji żołądkowych. Jak się później okazało, spowodowanych nietolerancją laktozy. Jeszcze kilka miesięcy wcześniej produkty nabiałowe (mleko, białe i żółte sery, jogurty naturalne używane również od lat zamiast śmietany) były jednym z moich głównych składników pokarmowych – zwykle rozpoczynałam dzień od twarożku z dodatkami (zielony ogórek, rzodkiewka, szczypiorek, oliwki, itd.). Nasłuchałam się od koleżanek i naczytałam w ciążowych poradnikach, że w ciągu tych magicznych dziewięciu miesięcy na skutek działania hormonów perystaltyka jelit zwalnia, skutkując wzdęciami i zaparciami. U mnie było odwrotnie – biegałam do toalety góra pół godziny po większości posiłków, a mimo to jeszcze przez kilka godzin ciężko znosiłam potworny ból brzucha (z góry na dół, wzdłuż i wszerz…), nie wiedząc czym powyższe są spowodowane. Do czasu, aż położna, ginekolog i dietetyk uświadomili mi, jak częstym zjawiskiem jest właśnie ciążowa nietolerancja cukru z mleka – laktozy. Nie zawsze miałam możliwość skorzystania z prysznica (przebywając poza domem) lub przynajmniej podmycia się „tuż po” (marzę o domu z dużą łazienką, w której obecny byłby bidet!). Wówczas z pomocą przychodziły mi chusteczki oczyszczająco – nawilżające: nie te przeznaczone stricte do higieny intymnej, tylko chusteczki dla dzieci i niemowląt (w domu) lub odświeżające (do ogólnego użytku – mam je zawsze w torebce). To jednak nie wszystko. Poniżej kilka sposobów na to, jak uniknąć infekcji intymnych i jak sobie radzić jeśli wystąpią.

Zapobieganie

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Profilaktycznie wypijam codziennie 25 ml soku z żurawiny oraz rano na czczo – szklankę wody mineralnej (może być również chłodna przegotowana) z sokiem z cytryny i świeżą miętą pieprzową. Doskonale wpływają na prawidłowe funkcjonowanie układu moczowego. Sok żurawinowy na zdjęciu powyżej ma pojemność 500 ml, zawiera tylko jeden konserwant (kwas L-askorbinowy – źródło witaminy C) oraz kwas cytrynowy – przy okazji wspomaga zatem odporność. Kosztuje stale 10,99 zł w sieci Super Pharm (mimo słowa „promocja” nad ceną). Wystarcza na trzy tygodnie codziennego stosowania. Uwielbiam jego pyszny kwaskowaty smak.

Do codziennego używania wkładek higienicznych (w ciąży charakterystyczna jest zwiększona ilość wszelkich wydzielin) i częstego mycia okolic intymnych (nawet samą wodą) nikogo zapewne przekonywać nie muszę. Ważne, by nie ograniczać się tylko do porannego i/lub wieczornego prysznica, ale również „podmywać się” lub używać chusteczek oczyszczających bądź nawilżanego papieru toaletowego po każdym skorzystaniu z toalety. Płynów do higieny intymnej jest mnóstwo, ale wcale nie jest łatwo znaleźć takowy przeznaczony dla kobiet w ciąży i okresie połogu. Po dłuższych poszukiwaniach trafiłam na emulsję Soraya lactissima. Oprócz tego, że ma delikatny, prawie niewyczuwalny zapach i posiada fizjologiczny odczyn PH, zawiera pantenol, alantoinę i kwas mlekowy – działające kojąco i ochronnie. Cały skład jest krótki (w porównaniu z innymi płynami tego typu): Aqua, Cocamidopropyl Betaine, Glycerin, Coco-Glucoside, PED/PPG-120/10, Trimethylopropane Trioleate, Laureth-2, Panthenol, Glyceryl Laurate, Allantoin, Lactic Acid, Glycol Distearate, Laureth-4, Disodium EDTA, Sodium Benzoate, Parfum. Bez mydła, barwników, SLES. Butelka z dozownikiem o pojemności 300 ml kosztuje między 9 a 12 zł, co przy sporej wydajności (wystarcza na kilka miesięcy) nie jest wielkim wydatkiem. Z chusteczek polecam Cleanic Kindii, Hipp lub każde inne nie zawierające alkoholu i parafiny (oraz wszelkich pochodnych oleju mineralnego oraz innych „zapychaczy”). Wersja do ogólnego użytku (oczyszczanie), w małym poręcznym opakowaniu to świetne i tanie (99 groszy/15 sztuk) to chusteczki z Lidla (fresh – podobno mentolowe – dla mnie najbardziej uniwersalne, rumiankowe lub o „zapachu” melona). Nie powodują podrażnień, pieczenia, swędzenia, długo zachowują zdolności odświeżające. Mam je zawsze w torebce.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Leczenie

W ciąży szczególnie restrykcyjnie przestrzegam słów (notabene emitowanych na końcu telewizyjnych reklam leków i suplementów): „przed zastosowaniem skontaktuj się z lekarzem lub (ewentualnie) farmaceutą”. Polecam zatem poradzenie się specjalisty przed zastosowaniem jakiegokolwiek leku czy suplementu w ciąży oraz uważne czytanie ulotek (najlepiej w Internecie – jeszcze przed zakupem).

Na problemy z drogami moczowymi moja ginekolog i położna polecają picie naparu z pokrzywy (działa moczopędnie, co przyspiesza oczyszczanie dróg moczowych) oraz stosowanie tabletek ziołowych, np. Urosept (zawiera wyciągi z korzenia pietruszki, naowocni fasoli, liści brzozy, ziela rumianku, liści borówki brusznicy oraz cytryniany: sodu i potasu). Kosztuje średnio 8 zł za 30 szuk lub 13 zł za 60 sztuk. W ulotce napisano, że brak jest danych na temat ewentualnego szkodliwego wpływu tego środka stosowanego w ciąży lub okresie karmienia piersią, aczkolwiek w rozmowach z kilkoma farmaceutami uzyskałam informację, że zawiera składniki jak najbardziej naturalne i bezpieczne: chyba, że któryś z nich lub tzw. substancji pomocniczych (kwas cytrynowy, sacharoza, laktoza, skrobia ziemniaczana, stearynian magnezu, talk, indygotyna, guma arabska suszona rozpyłowo lub Capol 1925 – mieszanina białego wosku pszczelnego i wosku carnauba), powodują reakcje alergiczne. W przypadku infekcji dróg rodnych niestety zwykle trzeba sięgnąć po antybiotyk (jeśli to infekcja bakteryjna: PH 4.7 i więcej) lub lek przeciwgrzybiczy (infekcja grzybicza: PH 4.0 – 4.4). W rozpoznaniu przyczyny infekcji pomocne są testy PH dostępne w aptekach bez recepty takie jak Gine Intima (dokładność odpowiada testom laboratoryjnym). Wówczas jednak tym bardziej nie ma mowy o stosowaniu czegokolwiek „na własną rękę” – tylko za wskazaniem i pod nadzorem lekarza (prowadzącego ciążę lub przynajmniej tzw. pierwszego kontaktu/internisty). Poszukiwanie pseudo-porad w Internecie również jest mało odpowiedzialnym rozwiązaniem.

 

Sprzątanie w ciąży

Powyższy temat wydaje się pozornie błahy. Dlaczego bowiem stan błogosławiony miałby kłócić się ze sprzątaniem czy stanowić wymówkę dla nieładu i bałaganu. Istnieją jednak czynności i substancje chemiczne, które są zdecydowanie przeciwwskazane w ciąży i wcale nie chodzi tutaj o złe samopoczucie utrudniające prace domowe. Ku mojemu zaskoczeniu jako pierwsza powiedziała mi o tym… kosmetyczka. Zdania lekarzy (pytałam o to czterech ginekologów) są natomiast podzielone. Jedni zdecydowanie odradzają poniższe, inni to bagatelizują lub zrzucają odpowiedzialność na kobietę („jak pani uważa”).

Nadwyrężanie mięśni brzucha

Odradza się przede wszystkim wykonywanie wszelkich gwałtownych ruchów oraz czynności związanych z naciąganiem i nadwyrężaniem mięśni brzucha. Nie chodzi tylko o dźwiganie, noszenie i przesuwanie ciężkich przedmiotów (noszenie zakupów czy miski z praniem, przenoszenie wiaderka z wodą, przesuwanie mebli, itp.). Odpada zatem wieszanie firan i zasłon, mycie okien czy ścielenie łóżka z szybkim, wielokrotnym podnoszeniem rąk wysoko do góry – lepiej obejść łóżko nawet trzy razy, rozkładając powoli rogi kołdry i narzuty, aniżeli szarpać się z pościelą w pośpiechu. Odkurzanie i szorowanie podłóg także lepiej pozostawić innym domowników, chociażby partnerowi czy mężowi (miło, gdy możemy liczyć na takie wsparcie). Prace przydomowe, takie jak koszenie trawy, grabienie liści czy odśnieżanie (choć trudno to ostatnie odnieść do obecnej aury…) również są zakazane. Dla jednej moich bliskich koleżanek „spacer” z elektryczną kosiarką do trawy skończył się niestety odpływaniem wód płodowych i przedwczesnym porodem w siódmym miesiącu ciąży.

Nie każdej kobiecie w ciąży powyższe czynności mogą zaszkodzić, aczkolwiek zbytnia beztroska w tym temacie w najlepszym wypadku może skończyć się bólem brzucha (i tak zwykle obecnym, co spowodowane jest rozciąganiem się mięśni brzucha, macicy i więzadeł), w gorszym krwawieniem, a w skrajnym nawet poronieniem. Powiedzenie, że „pośpiech jest złym doradcą” w tym temacie jest zdecydowanie adekwatne.

Kontakt z detergentami

Ograniczenie powyższego do minimum jest istotne zwłaszcza podczas pierwszego trymestru, gdy wiele substancji może działać na rozwijające się dziecko (nie lubię określenia płód) teratogennie (poronnie). Trudno zaliczyć do nich na przykład płyn do mycia naczyń (większość zawiera środki powierzchniowo czynne, obecne również w szamponach, żelach pod prysznic, itp.), ale już od wybielaczy, preparatów do czyszczenia podłóg, toalet, piekarników czy armatury łazienkowej zdecydowanie powinnyśmy się trzymać z daleka. Podobnie rzecz ma się z nawozami i środkami ochrony roślin. Mają bowiem działanie silnie drażniące nie tylko zewnętrznie (wnikają w głębsze warstwy skóry aniżeli tylko naskórek), ale i wewnętrznie – podczas sprzątania narażamy się na wdychanie ich oparów. Warto w tym miejscu przypomnieć, że to z czym ma kontakt matka (nie tylko pokarmy i napoje) trafia również do dziecka.

Alternatywy

Istnieją oczywiście środki czyszczące o łagodniejszym składzie (np. tania i skuteczna polska Barwa) czy możliwości ograniczenia kontaktu z substancjami chemicznymi (zakładanie rękawiczek i maseczek ochronnych, przeznaczenie wybranej odzieży tylko do sprzątania i pranie jej po każdym użyciu w tym celu). Warto rozważyć również stosowanie zdrowszych i tańszych zamienników substancji czyszczących. Woda z octem (zwłaszcza winnym czy jabłkowym) jest doskonałą alternatywą dla sklepowych odkamieniaczy, podobnie działa kwasek cytrynowy (a jeszcze lepiej – sok z cytryny, mający dodatkowo działanie wybielające). Umycie wanny czy toalety takimi roztworami (zwykle w proporcji 50:50) da podobny efekt. Soda oczyszczona lub proszek do pieczenia rozpuszczone w wodzie z łatwością usuną zabrudzenia w kuchni. Zaschnięty tłuszcz nie wymaga użycia mleczka – doskonale poradzi sobie z nimi pozostawiona na kilka minut piana z płynu do naczyń. Meble (nie tylko drewniane) nie zawsze musimy czyścić środkami przeznaczonymi do tego celu – często wystarczy ściereczka i czysta woda. Niezłym rozwiązaniem (przy większym budżecie) jest używanie czyścików i mopów parowych. Z tym zastrzeżeniem, że świetnie usuwają zabrudzenia z tzw. podłóg twardych (gres, kamień, marmur, terakota, itd.), ale nie nadają się do czyszczenia paneli, desek drewnianych, itp.

Nie każda z nas ma komfort otrzymywania pomocy w wykonywaniu domowych obowiązków przez członków rodziny. W miarę możliwości jednak, zamiast za wszelką cenę udowadniać sobie czy otoczeniu, że „ciąża to nie choroba”, warto dać się odciążyć innym, zadbać o zdrowie swoje i malucha, a nawet zmienić nawyki w zakresie sprzątania (jak wspomniana zmiana środków chemicznych na łagodniejsze). Lepiej zachować większą ostrożność, aniżeli później martwić się, czy nie zaszkodziliśmy własnemu dziecku.